⚖️ SĄD W CZELADZI, SPÓŁDZIELNIA I PYTANIE O SETKI TYSIĘCY ZŁOTYCH
Czy za dzierżawę budynku, w którym działa Sąd Rejonowy w Czeladzi, Czeladzka Spółdzielnia Mieszkaniowa otrzymuje należne pieniądze?
To pytanie nie jest drobiazgiem technicznym. To pytanie o majątek spółdzielców, odpowiedzialność osób zarządzających i przejrzystość umów, które dotyczą ważnych instytucji działających w naszym mieście.
Sprawę opisała Gazeta Wyborcza Sosnowiec w artykule Wojciecha Todura. Link do materiału źródłowego podajemy w komentarzu / poniżej.
I od razu jasno: nie chodzi o to, czy Sąd Rejonowy w Czeladzi jest potrzebny. Jest potrzebny. Powrót sądu do Czeladzi był przedstawiany jako sprawa prestiżowa i praktyczna – miał poprawić dostęp mieszkańców do wymiaru sprawiedliwości i odciążyć Sąd Rejonowy w Będzinie.
Problem dotyczy czegoś innego.
Chodzi o to, czy za korzystanie z nieruchomości należącej do Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej płacono za całą faktycznie zajmowaną powierzchnię.
Według ustaleń opisanych przez Gazetę Wyborczą, w dokumentach dotyczących dzierżawy miały pojawiać się różne powierzchnie. Najpierw 2981 mkw., później 3685 mkw., a finalnie 4656 mkw.
Tymczasem po wykonaniu pomiarów geodezyjnych miało się okazać, że faktycznie użytkowana powierzchnia wynosiła 7081 mkw.
Różnica?
2425 mkw.
To już nie jest „mała pomyłka w papierach”. To powierzchnia, za którą – według osób zgłaszających sprawę – spółdzielnia mogła nie otrzymywać należnego wynagrodzenia.
Jedna z mieszkanek, która przez wiele lat zawodowo zajmowała się spółdzielniami i wspólnotami mieszkaniowymi, miała wyliczyć, że do końca kwietnia tego roku kwota ewentualnej dopłaty mogłaby wynosić około 900 tysięcy złotych, a za każdy kolejny miesiąc użytkowania dodatkowo około 30 tysięcy złotych.
To są pieniądze, które w spółdzielni mieszkaniowej mają konkretne znaczenie.
To mogą być remonty.
To mogą być modernizacje.
To mogą być środki na utrzymanie budynków.
To mogą być pieniądze, które powinny pracować na rzecz członków spółdzielni.
Dlatego tej sprawy nie można sprowadzić do prostego komunikatu: „jest umowa, więc wszystko jest w porządku”.
Umowa to jedno.
Rzeczywisty zakres korzystania z nieruchomości to drugie.
Interes członków spółdzielni to trzecie.
Z materiału Gazety Wyborczej wynika również, że w całej konstrukcji występował pośrednik. Spółdzielnia miała zawrzeć umowę z jedną ze spółek, a ta następnie zawarła umowę najmu na potrzeby sądu.
To rodzi kolejne pytania.
Dlaczego zastosowano taki model?
Kto na nim zarabiał?
Czy był on korzystny dla spółdzielni?
Czy członkowie spółdzielni mieli pełną wiedzę o warunkach tej operacji?
Czy rada nadzorcza miała realną kontrolę nad sprawą?
Czy zarząd działał z należytą starannością?
To są pytania, które powinny zostać wyjaśnione spokojnie, rzeczowo i na dokumentach.
Sprawa trafiła do prokuratury. Według informacji przytoczonych przez Gazetę Wyborczą, Prokuratura Rejonowa w Będzinie odmówiła wszczęcia postępowania, uznając, że nie stwierdzono znamion czynu zabronionego, a sprawa może mieć charakter cywilnoprawny.
Ale to też trzeba powiedzieć jasno: odmowa wszczęcia postępowania karnego nie oznacza automatycznie, że wszystko było gospodarczo prawidłowe.
Prawo karne to jeden poziom odpowiedzialności.
Prawo cywilne to drugi.
Odpowiedzialność organizacyjna i spółdzielcza to trzeci.
Odpowiedzialność wobec członków spółdzielni to jeszcze inny wymiar.
Może się okazać, że prokuratura nie widzi przestępstwa, ale nadal pozostaje pytanie, czy spółdzielnia powinna dochodzić należnych kwot na drodze cywilnej.
Bo jeżeli faktycznie użytkowano większą powierzchnię niż ta, za którą płacono, to naturalne pytanie brzmi:
czy Czeladzka Spółdzielnia Mieszkaniowa będzie dochodzić pieniędzy należnych jej członkom?
I drugie pytanie:
czy osoby odpowiedzialne za wcześniejsze umowy, aneksy i nadzór nad nimi potrafią dziś logicznie wyjaśnić, skąd wzięła się ta rozbieżność?
Nie chodzi o polowanie na winnych.
Nie chodzi o awanturę.
Nie chodzi o podważanie potrzeby funkcjonowania sądu w Czeladzi.
Chodzi o rzecz podstawową: majątek spółdzielni nie jest niczyj.
To nie są abstrakcyjne metry kwadratowe.
To nie są tylko rubryki w umowie.
To jest majątek konkretnych ludzi – członków spółdzielni.
Jeżeli więc ktoś korzysta z tego majątku, powinien płacić na jasnych, uczciwych i rynkowo uzasadnionych zasadach.
W tej sprawie trzeba odpowiedzieć przynajmniej na kilka pytań:
Czy powierzchnia faktycznie użytkowana przez sąd była zgodna z powierzchnią objętą rozliczeniem?
Kiedy spółdzielnia dowiedziała się o ewentualnej różnicy?
Kto podpisywał kolejne aneksy?
Czy przed podpisaniem aneksów wykonywano rzetelne pomiary?
Czy pośrednik był konieczny?
Czy warunki umowy były korzystne dla spółdzielni?
Czy członkowie rady nadzorczej mieli pełną wiedzę o sprawie?
Czy obecny zarząd podejmie działania w celu zabezpieczenia interesów spółdzielców?
To nie są pytania polityczne.
To są pytania właścicielskie, obywatelskie i gospodarcze.
Bo jeżeli mieszkańcy mają płacić czynsze, fundusze remontowe i opłaty eksploatacyjne, to mają też prawo wymagać, żeby majątek spółdzielni był wykorzystywany profesjonalnie.
Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. Według materiału Gazety Wyborczej, zażalenie na decyzję prokuratury trafiło do Sądu Rejonowego w Czeladzi, ale sędzia zdecydowała o wyłączeniu tej jednostki. Sprawa ma trafić do innego sądu wskazanego przez Sąd Okręgowy w Sosnowcu.
To rozsądne rozwiązanie. Skoro sprawa dotyczy budynku, w którym działa Sąd Rejonowy w Czeladzi, dobrze, aby zażalenie rozpoznawał inny sąd. Nie tylko ze względu na formalną bezstronność, ale też ze względu na społeczne zaufanie do procedury.
Ta sprawa wymaga pełnej transparentności.
Czeladzianie mają prawo wiedzieć, co dokładnie się wydarzyło.
Członkowie spółdzielni mają prawo wiedzieć, czy ich majątek był prawidłowo chroniony.
A obecne władze spółdzielni powinny jasno powiedzieć, jakie działania zostały podjęte i jakie będą dalsze kroki – oczywiście w granicach prawa i bez naruszania tajemnicy postępowania.
Bo najgorsze, co można zrobić w takiej sprawie, to uznać, że mieszkańcy „nie muszą wiedzieć”.
Muszą.
Zwłaszcza gdy mówimy o możliwych setkach tysięcy złotych.
📌 Źródło: Gazeta Wyborcza Sosnowiec, artykuł Wojciecha Todura pt. „Ile sąd powinien płacić spółdzielni za korzystanie z budynku?”
https://sosnowiec.wyborcza.pl/sosnowiec/7,93867,32799231,ile-sad-powinien-placic-spoldzielni-za-korzystanie-z-budynku.html?fbclid=IwY2xjawR6aj5leHRuA2FlbQIxMABicmlkETFpOWFwWTFKTmZhVDYxdUNUc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHhgzHGpw7XB7czS0lXlDcMwM0LkvrotxBRyZSdJaR8LyXCxqhM2cxKhmuGuC_aem_M0dwwKzBD8CdCPwCUnpPLA#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Sosnowiec_Wyborcza
My będziemy się tej sprawie przyglądać.
Spokojnie.
Na dokumentach.
Bez krzyku.
Ale konsekwentnie.
Bo Czeladź zasługuje na instytucje, które działają przejrzyście.
A spółdzielcy zasługują na pełną wiedzę o swoim majątku.
#Czeladź #wCzeladziTV #CzeladzkaSpółdzielniaMieszkaniowa #SądRejonowy #Spółdzielnia #Jawność #MajątekMieszkańców #KontrolaSpołeczna #GazetaWyborcza #Samorząd #Czeladzianie


Leave a Reply