Czy miasto powinno powołać komisję doraźną do sprawy Szybu Jana? 🤔
Bo umówmy się uczciwie – ta sprawa nie zaczęła się wczoraj. Temat tego terenu wraca od lat, pojawia się w dokumentach, uchwałach, planach i kolejnych działaniach miasta. A mimo to w przestrzeni publicznej nadal jest więcej pytań niż jasnych odpowiedzi.
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć:
kto, kiedy i na jakiej podstawie podejmował kolejne decyzje dotyczące tego obszaru,
jak wyglądała cała sekwencja działań krok po kroku,
jakie koszty może ponieść miasto,
czy chodzi wyłącznie o porządkowanie terenu, czy o coś znacznie większego,
i wreszcie – czy w tej sprawie nie ma okoliczności, które po prostu powinny zostać publicznie i spokojnie wyjaśnione.
Nie piszemy tego po to, żeby kogokolwiek skazać przedwcześnie.
Piszemy to dlatego, że w sprawach budzących tak duże emocje najlepszą odpowiedzią nie jest milczenie, tylko pełna przejrzystość.
Dlatego pytamy wprost:
czy Rada Miejska powinna powołać komisję doraźną do sprawy Szybu Jana, która zbierze dokumenty, odtworzy chronologię decyzji i przedstawi mieszkańcom jasny raport?
Bo jeśli wszystko jest w porządku, to taka komisja tylko to potwierdzi.
A jeśli nie – tym bardziej mieszkańcy mają prawo o tym wiedzieć.
Cała sytuacja sprowadza się do tego, że przy okazji sprawy terenów przy ul. Szyb Jana pojawiły się bardzo poważne pytania o przejrzystość życia publicznego w Czeladzi. Na sesji radna Patrycja Juszczyk zadała burmistrzowi pytania, które dotykały sedna sprawy: kto realnie ma interes majątkowy na tym obszarze, od kiedy trwał proces skupowania tych gruntów, kto na nim może skorzystać i czy mieszkańcy dostali pełną informację o tle całej sprawy. Zamiast odpowiedzi jednoznacznej padły jednak wypowiedzi, które bardziej zasłaniały problem formalną narracją, niż go wyjaśniały.
A problem nie dotyczy wyłącznie samego faktu, że ktoś prywatnie posiada tam działki. Chodzi o coś znacznie większego. Mówimy o terenie ważnym dla rozwoju miasta, terenie poprzemysłowym i rekultywowanym, wobec którego przyszłe decyzje samorządu – dotyczące przeznaczenia, infrastruktury, dróg, uzbrojenia czy szerszego kierunku zagospodarowania – mogą radykalnie zwiększyć wartość prywatnych nieruchomości. W takiej sytuacji kluczowe staje się pytanie, kto te grunty posiada, w jakim zakresie, od kiedy i na jakich warunkach je nabył.
Dlatego sięgnęliśmy do jawnych źródeł. Z analizowanych rejestrów i materiałów publicznie dostępnych wynika, że w tle tej sprawy pojawia się spółka powiązana z osobami należącymi do najbliższego otoczenia burmistrza. I właśnie tu zaczyna się najpoważniejszy wymiar całej historii. Bo nawet jeśli ktoś będzie twierdził, że od strony formalnej wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, to nadal pozostaje pytanie o etykę, o standard informowania mieszkańców i o zwykłą uczciwość w życiu publicznym. Jeżeli bowiem na obszarze objętym ważnymi decyzjami miejskimi występuje prywatny interes majątkowy powiązany rodzinnie z lokalną władzą, to mieszkańcy mają pełne prawo wiedzieć o tym jasno, wprost i bez uciekania w urzędowe formułki.
Wątpliwości jest więcej. Pojawia się pytanie, dlaczego doszło do sprzedaży tak dużej liczby działek właśnie temu podmiotowi, od kogo te grunty były nabywane, czy każdy inny mieszkaniec albo inwestor miał w praktyce równą szansę wejścia w taki zakup, a także czy ten moment nie uruchomił całego późniejszego procesu przekształcania terenu. Dochodzi do tego jeszcze kwestia ewentualnych działań miasta wobec tego obszaru. Jeżeli bowiem później to gmina miałaby finansować drogi, uzbrojenie albo inne elementy podnoszące atrakcyjność inwestycyjną tego miejsca, to powstaje bardzo poważne pytanie, czy publiczne decyzje nie zaczynają pracować na wzrost wartości prywatnego majątku.
I właśnie dlatego ta sprawa nie jest ani plotką, ani polityczną złośliwością. To nie jest też temat o charakterze wyłącznie sensacyjnym. To jest sprawa o standardy. O to, czy w mieście decyzje dotyczące cennych terenów zapadają w warunkach pełnej jawności, czy też mieszkańcy dopiero po czasie muszą samodzielnie składać fakty z rejestrów, uchwał i publicznych wypowiedzi. Dziś nie chodzi o stawianie pochopnych zarzutów, tylko o rzetelne ustalenie pełnego łańcucha zdarzeń: kto kupił, od kogo kupił, kiedy kupił, ile posiada, jakie są plany wobec tego terenu i kto może na tych planach realnie zyskać.
Najprościej mówiąc: sedno sprawy polega na tym, że wokół terenów przy Szybie Jana pojawił się prywatny interes majątkowy, który – według analizowanych materiałów – może być powiązany z rodziną burmistrza, a jednocześnie mówimy o obszarze, którego wartość może zależeć od działań miasta. To samo w sobie nie przesądza jeszcze o bezprawności. Ale w demokratycznym samorządzie to już wystarcza, żeby domagać się pełnej przejrzystości, jasnych odpowiedzi i dokładnego wyjaśnienia całej sprawy.
Co o tym sądzicie? Czy w sprawie Szybu Jana czas na pełne wyjaśnienie? 👇
#Czeladź #SzybJana #RadaMiejska #Jawność #Przejrzystość #Samorząd #PytamyBoMamyPrawo #WczeładziTV


Leave a Reply