Kino Uciecha w Czeladzi – ile jeszcze będziemy udawać, że nic się nie da?
Dawne kino Uciecha przy ul. 1 Maja 28 nie jest zwykłym opuszczonym budynkiem. To zabytek wpisany do rejestru. Nie mówimy więc o dowolnej prywatnej nieruchomości, tylko o obiekcie, który ma znaczenie dla historii miasta i który podlega szczególnej ochronie. Jednocześnie z publicznych dokumentów miasta wynika, że obiekt pozostaje w rękach prywatnych, a gmina – mimo pojawiających się rozmów – nie dokonała żadnej czynności prawnej prowadzącej do jego nabycia.
To ważne, bo od lat w debacie publicznej krąży wygodne zdanie: „miasto nic nie może, bo to prywatne”. To tylko część prawdy. Miasto rzeczywiście nie może po prostu wejść właścicielowi na teren i przejąć budynku, bo tak chce. Ale to nie znaczy, że nic nie może. Przeciwnie – prawo przewiduje kilka różnych modeli działania, od miękkich po bardzo twarde. Problem polega raczej na tym, że trzeba chcieć z nich skorzystać i wziąć za to polityczną oraz administracyjną odpowiedzialność.
Model pierwszy – wykup po negocjacjach
Najprostsza droga to zwykły wykup. Burmistrz prowadzi rozmowy, przygotowuje wycenę, zabezpiecza środki i przedstawia radzie konkretny projekt nabycia. Z dokumentów miejskich wynika, że taka ścieżka była rozważana, ale nie doszło do żadnej czynności prawnej. Czyli formalnie temat istnieje, ale nie został dowieziony do końca. To jest model najmniej konfliktowy, ale wymaga woli po obu stronach i pieniędzy w budżecie.
Model drugi – gotowość do pierwokupu
Jeżeli właściciel zdecyduje się sprzedać nieruchomość wpisaną do rejestru zabytków, gminie przysługuje prawo pierwokupu. Ustawa o gospodarce nieruchomościami wskazuje wprost nieruchomość wpisaną do rejestru zabytków jako przypadek, w którym działa ten mechanizm, a prawo wykonuje wójt, burmistrz albo prezydent miasta. To oznacza, że miasto nie może właściciela zmusić do sprzedaży, ale może być prawnie i finansowo gotowe, żeby wejść w miejsce kupującego, jeżeli transakcja ruszy. Problem w praktyce polega na tym, że do tego trzeba mieć przygotowaną strategię, środki i determinację, a nie tylko komentarz, że „zobaczymy”.
Model trzeci – twardy nacisk na właściciela przez konserwatora i nadzór budowlany
Tu kończy się wygodne opowiadanie, że „to prywatne, więc nic nie da się zrobić”. Ustawa o ochronie zabytków stanowi, że to właściciel albo posiadacz ma obowiązek zabezpieczenia i utrzymania zabytku w jak najlepszym stanie. Jeżeli zabytek wpisany do rejestru jest zagrożony zniszczeniem albo istotnym uszkodzeniem, wojewódzki konserwator zabytków może wydać decyzję nakazującą przeprowadzenie prac konserwatorskich lub robót budowlanych. Jeżeli obowiązek nie zostanie wykonany, ustawa przewiduje wykonanie zastępcze, a wierzytelność Skarbu Państwa może zostać zabezpieczona hipoteką przymusową na nieruchomości. To już nie jest prośba. To realny instrument przymusu.
Równolegle działa Prawo budowlane. Właściciel lub zarządca ma obowiązek utrzymywać obiekt w należytym stanie technicznym i estetycznym. Jeżeli obiekt jest w nieodpowiednim stanie technicznym albo oszpeca otoczenie, właściwy organ wydaje decyzję nakazującą usunięcie nieprawidłowości. W pierwszej instancji należą tu kompetencje powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Innymi słowy: nawet jeśli miasto nie jest właścicielem, może uruchamiać i egzekwować działania przez te instytucje, zamiast bez końca rozkładać ręce.
Co istotne, z protokołu komisji z kwietnia 2024 r. wynika, że właścicielom już narzucono prace zabezpieczające. Czyli nie jesteśmy na etapie „czy da się coś zrobić”, tylko na etapie „dlaczego to nie jest ciśnięte dalej z pełną konsekwencją”.
Model czwarty – ratowanie obiektu z udziałem pieniędzy publicznych
Miasto ma też miększe narzędzie: system dotacyjny dla zabytków, które nie stanowią własności gminy. Uchwała rady miejskiej z 2023 r. przewiduje dotacje na prace konserwatorskie, restauratorskie i roboty budowlane przy zabytkach wpisanych do rejestru, po złożeniu wniosku przez właściciela lub posiadacza do burmistrza. To nie zastępuje przymusu administracyjnego, ale może być częścią sensownego modelu: miasto mówi właścicielowi wprost – albo wchodzicie w realny harmonogram ratowania obiektu, albo uruchamiamy twarde instrumenty konserwatorskie i budowlane.
Model piąty – tryb nadzwyczajny: zabezpieczenie, a w ostateczności wywłaszczenie
To już jest wariant ciężki, ale istnieje. Ustawa o ochronie zabytków przewiduje, że przy zagrożeniu dla zabytku nieruchomego starosta, na wniosek wojewódzkiego konserwatora zabytków, może wydać decyzję o zabezpieczeniu zabytku w formie czasowego zajęcia do czasu usunięcia zagrożenia. Jeżeli zaś usunięcie zagrożenia nie jest możliwe, zabytek nieruchomy może zostać – na wniosek wojewódzkiego konserwatora – wywłaszczony przez starostę na rzecz Skarbu Państwa lub gminy. Z kolei ustawa o gospodarce nieruchomościami wskazuje opiekę nad nieruchomościami stanowiącymi zabytki jako cel publiczny i dopuszcza wywłaszczenie wtedy, gdy celu publicznego nie da się osiągnąć inaczej i praw nie można nabyć umownie. To nie jest ścieżka na pierwszy dzień, ale to też nie jest fikcja prawna. To realna ostateczność przewidziana przez ustawę.
Dlaczego więc jesteśmy bierni?
Tu oddzielmy fakty od oceny. Fakty są takie: Uciecha jest zabytkiem, jest prywatna, gmina jej nie kupiła, właścicielom narzucono prace zabezpieczające, a prawo przewiduje kilka ścieżek działania. To wynika z dokumentów i ustaw.
Moja ocena jest taka: bierność nie wynika z braku narzędzi, tylko z braku decyzji, kto ma wziąć temat na siebie i doprowadzić go do końca. Najwygodniej powiedzieć: „prywatne, więc nic nie możemy”. Tyle że to nieprawda. Można negocjować wykup. Można być gotowym do pierwokupu. Można dociskać właściciela przez wojewódzkiego konserwatora i PINB. Można zaoferować dotację powiązaną z harmonogramem naprawczym. Można w skrajnej sytuacji iść w tryb zabezpieczenia, a nawet wywłaszczenia. To wszystko istnieje w systemie prawa. Jeżeli mimo to przez lata nic istotnego się nie dzieje, to problemem nie jest brak podstaw prawnych. Problemem jest brak woli, konsekwencji albo odwagi do wejścia w spór z właścicielem i dowiezienia sprawy do końca.
Co należałoby zrobić teraz?
Najrozsądniejszy model dla Czeladzi wyglądałby tak: po pierwsze publiczna informacja, jaki jest aktualny stan wykonania narzuconych prac zabezpieczających. Po drugie wyznaczenie właścicielom konkretnego, jawnego harmonogramu działań. Po trzecie równoległe uruchomienie ścieżki rozmów o wykupie i analiza gotowości budżetowej na wypadek sprzedaży. Po czwarte przygotowanie wariantu awaryjnego z udziałem wojewódzkiego konserwatora, PINB i starosty, jeśli właściciele dalej będą zwlekać. To byłby plan poważny. Wszystko inne to zarządzanie stagnacją.
Bo dziś pytanie nie brzmi już: czy da się coś zrobić z Uciechą?
Pytanie brzmi: kto w Czeladzi wreszcie weźmie odpowiedzialność, żeby to zrobić?
#Czeladź #KinoUciecha #Uciecha #Zabytek #Zabytki #HistoriaCzeladzi #CzeladzkieZabytki #Dziedzictwo #OchronaZabytków #Rewitalizacja #Samorząd #Miasto #Śląskie #Zagłębie #Lokalnie #SprawyMiasta #CoDalejZUciechą #RatowaćUciechę #CzeladźPyta #WCzeladziTV #PytamBoMamPrawo


Leave a Reply