Czy wiecie, że w Czeladzi funkcjonuje miejsce, które może przyjąć nawet 150 tysięcy ton odpadów rocznie?

Czy wiecie, że w Czeladzi funkcjonuje miejsce, które może przyjąć nawet 150 tysięcy ton odpadów rocznie?

Na pierwszy rzut oka to zwykły teren poprzemysłowy w rejonie ulicy Szyb Jana. Jednak dokumenty pokazują, że prowadzona jest tam jedna z większych w regionie operacji rekultywacyjnych opartych na wykorzystaniu odpadów budowlanych.

Formalnie nie jest to składowisko. Zgodnie z decyzją administracyjną wydaną przez Marszałka Województwa Śląskiego, jest to instalacja działająca w procesie R5, czyli odzysku materiałów nieorganicznych. W praktyce oznacza to, że odpady mineralne są wykorzystywane do rekultywacji terenu – wypełniania wyrobisk, stabilizowania gruntu i modelowania powierzchni.

Decyzja zezwalająca na przetwarzanie odpadów obowiązuje do 2030 roku, a maksymalna moc przerobowa instalacji wynosi 150 000 ton rocznie.

Aby zobaczyć skalę tej operacji, wystarczy proste porównanie.
To około 7,5 tysiąca transportów ciężarowych rocznie, czyli średnio ponad 20 ciężarówek dziennie, które przywożą materiał przeznaczony do rekultywacji.

Co dokładnie może tam trafiać?

Zgodnie z decyzją odpadową są to przede wszystkim odpady mineralne z budownictwa, między innymi:

– beton (kod 17 01 01)
– gruz ceglany (17 01 02)
– zmieszane odpady z betonu, cegieł i ceramiki (17 01 07)
– zmieszane odpady z budowy i remontów (17 09 04)
– ziemia i gleba z wykopów (17 05 04)

Są to materiały, które zgodnie z przepisami mogą być wykorzystane w procesie rekultywacji zamiast naturalnych kruszyw.

Rekultywacja zamiast wysypiska

W teorii taki model ma sens. Zamiast wywozić gruz na składowiska, można wykorzystać go do przywracania zdegradowanych terenów do życia. W wielu miejscach w Polsce właśnie w ten sposób zamyka się dawne wyrobiska lub tereny poprzemysłowe.

Z dokumentów miejskich wynika też ciekawy fakt – w ramach tej rekultywacji przyjmowany jest również gruz oraz ziemia pochodzące z inwestycji realizowanych na terenie Czeladzi.

To oznacza, że w pewnym sensie lokalne inwestycje – budowy, przebudowy czy remonty – mogą dostarczać materiału wykorzystywanego później do rekultywacji tego obszaru.

Historia dłuższa niż mogłoby się wydawać

Choć temat może wydawać się nowy, dokumenty planistyczne pokazują, że rekultywacja tego rejonu pojawia się w opracowaniach już od ponad dwóch dekad. Przez lata teren był stopniowo przekształcany, a miasto przedłużało dzierżawę części działek przeznaczonych pod ten cel.

To oznacza, że proces rekultywacji nie jest jednorazową inwestycją, lecz długotrwałym przedsięwzięciem, które zmienia krajobraz tego fragmentu miasta.

Skala, która zawsze budzi pytania

W takich projektach zawsze pojawiają się podobne pytania mieszkańców:
– czy wszystkie przyjmowane odpady są zgodne z decyzją administracyjną,
– czy proces faktycznie polega na odzysku materiałów, a nie ich składowaniu,
– jak duży jest realny ruch ciężarówek i wpływ transportu na okolicę.

To naturalne pytania, które pojawiają się przy każdej inwestycji tego typu – zwłaszcza gdy jej skala liczona jest w setkach tysięcy ton materiału.

Pytanie do mieszkańców

Dlatego chcemy zapytać Was o zdanie.

Czy Polska powinna rozwijać więcej takich inwestycji rekultywacyjnych, w których wykorzystuje się odpady budowlane do przywracania terenów zdegradowanych do życia?

A może uważacie, że takich miejsc powinno być mniej, bo niosą ze sobą zbyt duże ryzyko i uciążliwości dla mieszkańców?

Podzielcie się opinią w komentarzach.
Fotorelacja z miejsca rekultywacji w komentarzach na stronie:
https://www.facebook.com/profile.php?id=61581100961684

#Czeladź #WczeladziTV #rekultywacja #odpady #SzybJana #środowisko

Źródło: Facebook WCTV00

Komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *