Ponad milion złotych zaplanowano w Czeladzi na współpracę z organizacjami pozarządowymi w 2026 roku. W oficjalnych dokumentach miasta padają słowa: partnerstwo, integracja, uczciwa konkurencja, jawność i zwiększanie wpływu mieszkańców na politykę społeczną. Brzmi dokładnie tak, jak powinno brzmieć społeczeństwo obywatelskie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy spojrzymy nie na deklaracje, lecz na mechanizm.
Organizacje pozarządowe nie są dodatkiem do samorządu. Nie powinny też być jego zapleczem, przedłużeniem wydziału urzędu ani grupą organizacji funkcjonujących najsprawniej dlatego, że najlepiej znają urzędowe procedury.
Ich sens jest dokładnie odwrotny.
NGO mają tworzyć przestrzeń pomiędzy mieszkańcem a władzą. Mają pozwalać ludziom organizować się oddolnie, również wtedy, kiedy mają inne zdanie niż burmistrz, radni czy urzędnicy.
I właśnie dlatego najnowsze zmiany w czeladzkim systemie współpracy z NGO warto dokładnie obserwować.
Miasto samo napisało, czym powinno być społeczeństwo obywatelskie
Program współpracy Miasta Czeladź z organizacjami pozarządowymi na 2026 rok jest pod tym względem dokumentem bardzo ambitnym.
Miasto samo stwierdza w nim, że potrzebuje „silnego sektora pozarządowego”, aby lepiej rozpoznawać potrzeby mieszkańców. Aktywność mieszkańców zrzeszonych w organizacjach ma sprzyjać tworzeniu więzi społecznych oraz odpowiedzialności za otoczenie.
Na realizację programu w 2026 roku zaplanowano 1 038 500 zł.
Ale najważniejsze są cele.
Według uchwalonego programu współpraca z NGO ma prowadzić m.in. do zwiększenia wpływu sektora obywatelskiego na politykę społeczną miasta, integracji podmiotów działających lokalnie, tworzenia nowych inicjatyw i struktur społecznych oraz otwarcia systemu na innowacyjność i konkurencyjność.
Jeszcze ciekawsze są zasady, które miasto samo sobie wyznaczyło.
Partnerstwo. Suwerenność organizacji. Uczciwa konkurencja. Jawność.
Program mówi wprost, że organizacje mają uczestniczyć w ustalaniu zadań publicznych „na równych prawach”, a uczciwa konkurencja oznacza tworzenie przejrzystych kryteriów współpracy.
To jest bardzo dobry standard.
Pytanie brzmi: czy rzeczywistość za nim nadąża?
Dwa zestawy zasad w ciągu kilku tygodni
22 lipca 2026 roku burmistrz wydał zarządzenia nr 313 i 314 dotyczące dotacji dla organizacji pozarządowych.
Co istotne, miały one wejść w życie 1 września 2026 roku.
Nie zdążyły.
28 sierpnia wydano kolejne dwa zarządzenia: nr 366/2026 i 367/2026, które uchyliły lipcowe regulacje. Opublikowano je w BIP 31 sierpnia, czyli praktycznie w przeddzień rozpoczęcia obowiązywania nowego systemu.
Czy samo to jest czymś podejrzanym?
Nie.
I tutaj trzeba być uczciwym wobec miasta.
Od 1 września zmieniła się bowiem także ustawa o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Nowelizacja z 19 czerwca 2026 roku podniosła m.in. limit tzw. małego grantu z 10 do 20 tys. zł. Część czeladzkich zmian była więc koniecznym dostosowaniem lokalnych zasad do nowego prawa.
Ale nie wszystkie różnice pomiędzy lipcem i sierpniem wynikają tylko ze zmiany ustawowego limitu.
I tutaj zaczyna się właściwa dyskusja.
Najpierw cyfrowo. Miesiąc później cyfrowo i na papierze
Lipiec.
W zarządzeniu nr 314 dotyczącym małych grantów miasto przewidywało składanie ofert wyłącznie przez Generator eNGO. Dokument mówił nawet jednoznacznie, że składanie dokumentów papierowych nie jest dopuszczalne poza awarią systemu.
Podobnie wyglądały zasady zwykłych konkursów w zarządzeniu nr 313. Oferta miała funkcjonować elektronicznie przez eNGO.
Mija nieco ponad miesiąc.
Nowe zarządzenia wprowadzają rozwiązanie inne.
Organizacja nadal musi wypełnić ofertę w systemie eNGO, ale następnie ma wydrukować ją, podpisać i dostarczyć do kancelarii Urzędu Miasta.
W przypadku małych grantów wersja elektroniczna i papierowa muszą mieć nawet tę samą sumę kontrolną.
W zwykłych konkursach dochodzi dodatkowo papierowa oferta w zamkniętej kopercie z odpowiednim oznaczeniem.
Można powiedzieć: to tylko formalność.
Tylko że właśnie od takich formalności zaczyna się pytanie o dostępność społeczeństwa obywatelskiego.
Duże, doświadczone stowarzyszenie mające księgowość, zarząd, lokal i osoby od pisania projektów poradzi sobie z każdą procedurą.
A grupa kilku mieszkańców, która właśnie założyła organizację?
Młoda fundacja?
Stowarzyszenie, które działa społecznie po godzinach?
Każdy kolejny dokument, wydruk, koperta, podpis i osobista wizyta w urzędzie nie jest problemem dla zawodowego operatora projektów.
Jest natomiast kolejnym progiem wejścia dla ludzi, którzy dopiero próbują wejść do trzeciego sektora.
I właśnie tutaj NGO mogą zacząć dzielić
Problem lokalnych NGO nie polega na tym, że istnieją organizacje od lat współpracujące z miastem.
Bardzo dobrze, że istnieją.
To nie jest zarzut wobec tych organizacji.
Wręcz przeciwnie.
Pytanie dotyczy systemu, a nie ludzi.
Bo społeczeństwo obywatelskie przestaje spełniać swoją funkcję, kiedy mieszkańcy zaczynają dzielić organizacje na dwie kategorie:
„te blisko miasta” i „te poza miastem”.
Nieważne nawet, czy taki podział rzeczywiście istnieje.
Jeżeli powstaje takie wrażenie, samorząd ma problem.
Dlaczego?
Ponieważ pieniądze na NGO nie są pieniędzmi burmistrza.
Nie są pieniędzmi urzędu.
Nie są również pieniędzmi organizacji.
To środki publiczne mieszkańców, które mają być wykorzystywane do budowania aktywności społecznej całego miasta.
Najgorszym modelem byłoby stworzenie „klubu stałych graczy”
W każdym mieście może z czasem powstać bardzo niebezpieczny mechanizm.
Te same organizacje zdobywają doświadczenie.
Znają Generator eNGO.
Znają urzędników.
Wiedzą, w którym miesiącu pojawi się konkurs.
Potrafią przygotować kosztorys.
Mają sprawozdania z poprzednich lat.
Dysponują lokalem, księgowością i osobami, które zajmują się administracją.
Dzięki temu stają się jeszcze skuteczniejsze.
Nowa organizacja zaczyna natomiast od zera.
I w pewnym momencie system formalnie pozostaje otwarty dla wszystkich, ale praktycznie premiuje tych, którzy już w nim są.
Nie twierdzimy, że właśnie tak wygląda dzisiaj Czeladź.
Twierdzimy coś innego:
miasto powinno zrobić wszystko, aby nigdy nie można było postawić takiego zarzutu.
Zwłaszcza że samo w swoim programie zapisało zasadę uczciwej konkurencji, jawności oraz zwiększania wpływu sektora obywatelskiego na politykę miasta.
Mały grant nie jest konkursem. I właśnie dlatego jawność jest jeszcze ważniejsza
Nowe przepisy pozwalają obecnie przyznać w trybie art. 19a do 20 tys. zł na jedno zadanie bez przeprowadzania otwartego konkursu ofert. Podwyższenie limitu wynika z ustawy obowiązującej od 1 września, a nie z samodzielnej decyzji Czeladzi.
Mechanizm jest prosty.
Organizacja składa ofertę.
Urząd sprawdza ją formalnie.
Następnie oferta trafia do burmistrza, który ocenia celowość realizacji zadania.
Jeżeli uzna ją za celową, dokument jest publikowany na siedem dni, mieszkańcy mogą zgłosić uwagi, a następnie burmistrz podejmuje decyzję o zawarciu umowy.
To rozwiązanie dopuszczone przez ustawę.
Ale im większa kwota, którą można przyznać poza konkursem, tym ważniejsze staje się coś jeszcze:
zaufanie.
Mieszkaniec powinien bez wielogodzinnego szukania w BIP wiedzieć:
kto dostał pieniądze, ile dostał, na jakie zadanie, kto oceniał projekt, jakie były kryteria, jakie inne oferty wpłynęły i dlaczego ich nie wybrano.
Dopiero wtedy pieniądze publiczne naprawdę budują wspólnotę.
Bez tego mogą budować podejrzenia.
NGO nie może być ani „za burmistrzem”, ani „przeciw burmistrzowi”
To chyba najważniejszy element całej dyskusji.
Silna organizacja pozarządowa nie musi być wygodna dla władzy.
Może współpracować z miastem przy jednym projekcie i krytykować je przy drugim.
Może dostać dotację na działania dla dzieci, a miesiąc później wystąpić do urzędu o informację publiczną.
Może organizować miejską imprezę i jednocześnie protestować przeciwko konkretnej decyzji samorządu.
Na tym właśnie polega zapisana przez samo miasto suwerenność stron.
Jeżeli organizacja zaczyna się zastanawiać:
„czy możemy skrytykować urząd, skoro za pół roku będziemy składali wniosek o dotację?”,
to coś w systemie zaczyna działać źle.
Nawet jeżeli nikt nigdy nie powiedział jej wprost, że krytyka będzie miała jakiekolwiek konsekwencje.
Zdrowy samorząd powinien stworzyć takie reguły, aby organizacja nawet nie musiała sobie takiego pytania zadawać.
Co można zrobić?
Nie potrzeba kolejnej strategii ani konferencji o społeczeństwie obywatelskim.
Potrzeba przejrzystości.
Czeladź mogłaby prowadzić jeden, prosty publiczny rejestr wszystkich pieniędzy przekazywanych organizacjom pozarządowym. Konkursowych i pozakonkursowych. Z możliwością sprawdzenia organizacji, kwoty, zadania, daty, trybu, oceny i sprawozdania z wykonania.
Warto również publikować pełniejsze uzasadnienia rozstrzygnięć, pokazywać skład komisji i deklaracje dotyczące konfliktów interesów, organizować rzeczywiście otwarte spotkania dla wszystkich organizacji oraz aktywnie pomagać nowym podmiotom wejść do systemu.
Bo sukcesem polityki NGO nie powinno być to, że kilka organizacji działa bardzo dobrze.
Sukcesem byłoby to, że za trzy lata w Czeladzi działa dwa razy więcej niezależnych, aktywnych grup mieszkańców niż dzisiaj.
Takich, które ze sobą współpracują.
Takich, które czasem się ze sobą nie zgadzają.
I takich, które nie muszą należeć do żadnego środowiska politycznego, żeby działać dla miasta.
Bo NGO ma budować społeczeństwo. Nie zaplecze
To fundamentalna różnica.
Zaplecze skupia ludzi wokół władzy.
Społeczeństwo obywatelskie skupia ludzi wokół spraw.
Jedni będą zajmowali się seniorami. Inni sportem. Jeszcze inni osobami z niepełnosprawnościami, historią miasta, młodzieżą, pomocą rodzinom, ekologią albo kontrolą działań samorządu.
Nie muszą się lubić.
Nie muszą mieć tych samych poglądów.
Nie muszą popierać tego samego burmistrza.
Powinni natomiast mieć identyczne prawo wejścia do systemu i identyczne reguły gry.
Dlatego nie pytamy dziś, które czeladzkie NGO są „dobre”, a które „złe”.
Pytamy o coś znacznie ważniejszego:
czy ponad milion złotych przeznaczonych w tym roku na współpracę z trzecim sektorem rzeczywiście buduje w Czeladzi coraz szersze społeczeństwo obywatelskie?
Czy może z czasem tworzymy system, w którym coraz lepiej funkcjonują przede wszystkim ci, którzy już nauczyli się w nim funkcjonować?
A jeśli celem jest integracja mieszkańców, partnerstwo i budowanie nowych inicjatyw, to warto zadać jeszcze jedno pytanie:
dlaczego tak wielu ludzi, zamiast czuć się do tego systemu zaproszonych, zaczyna patrzeć na lokalne NGO jak na kolejne pole podziału?
To pytanie warto zadać teraz.
Zanim podział stanie się trwały.
Dokumenty źródłowe
- Program współpracy Miasta Czeladź z organizacjami pozarządowymi na 2026 rok
- Zarządzenie nr 313/2026 z 22 lipca 2026 r. – pierwotne zasady konkursów
- Zarządzenie nr 314/2026 z 22 lipca 2026 r. – pierwotne zasady małych grantów
- Zarządzenie nr 366/2026 z 28 sierpnia 2026 r. – aktualne zasady konkursów
- Zarządzenie nr 367/2026 z 28 sierpnia 2026 r. – aktualne zasady małych grantów
- Ustawa z 19 czerwca 2026 r. zmieniająca przepisy o działalności pożytku publicznego








Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy pod tym artykułem.